czwartek, 24 stycznia 2013

życie nie jest takie piękne jak w bajkach - rozdział drugi

W pewnym momencie otworzyłam oczy. Czy to był tylko sen? Obudziłam się w naszej klasie od języka koreańskiego. Nasza uczelnia nie karała za spanie na lekcji, więc nie miałam się o co martwić. Tak na prawdę, chodziłam do prywatnej szkoły wraz z moimi koleżankami. Lekcja koreańskiego była tak na prawdę strasznie luźna, jak zwykle. Można było robić co się chcę, byleby zdać. Gdy przeżyłam swój pierwszy dzień w niej, uważałam, że jest to nie normalnie, jednak szybko zmieniłam zdanie. Nasza nauczycielka - pani Hwang często wychodziła sobie, jak gdyby nigdy nic. Szczerze mówiąc, nikt nie wiedział po co, ani gdzie. Często podejrzewa się, że chodzi na ,,sekretne randki" do Cho, czyli do pana od nauki wychowania fizycznego. Podczas moiego codziennego rozmyślania odezwała się Miwako. Była blondynką, która obalała wszystkie stereotypy o dziewczynach, z tym kolorem włosów jak ona. Była strasznie mądra. Miała strasznie urocze, wielkie, niebieskie oczy. Często mówiłam jej, że nadaje się na ulzzanga, ale zawsze zaprzeczała. Nie wiedziała co traci... Ta sława na całym świecie, ehh... ja jedynie o czymś takim mogłam pomarzyć... 
- Wiesz, że bliźniaki się wyprowadziły? 
W pewnym momencie dostałam oświecenia... To dlatego miałam taki sen, przynajmniej tak uważałam... Teraz mi wszystko obojętne... Co mnie oni obchodzą? Może Kwanghee tak, ale Hyesung nie... Nagle zadzwonił dzwonek na przerwę. Zdziwiłam się, ponieważ zajęcia minęły mi dość krótko. Pewnie woźne coś znów namieszały w tym, zawsze tak robią. Są stare, a na dodatek głupie. W pewnym momencie cała klasa wybiegła z sali, tak, jakby miał rozpocząć się weekend... Nie, lepiej... Jakby zaczęły się wakacje. Ja i Julia od razu skierowałyśmy się na spotkanie z resztą naszych przyjaciółek. Oczywiście chodzi mi tu o Lenn, Mill i Aoi. Dziewczyny były od nas starsze, więc były w innej klasie. Mimo tego, przyjaźniłyśmy się. Nie przeszkadzały nam granice wiekowe jakie były. Nawet od jakiegoś czasu, myślałyśmy nad wynajęciem wspólnego mieszkania, ale doszłyśmy do wniosku, że żadna z nas nie ma pieniędzy na nie. Przykry los. Szłam powoli, jak gdyby dzień miał się zakończyć. Zawsze tak robiłam, gdy byłam na harcerskich obozach nad morzem. Najbardziej uwielbiałam zachód słońca. Wszystko wtedy wyglądało tak magicznie. Nagle z powodu niezawiązanej sznurówki, wywaliłam się na brudną podłogę. Zawsze wiedziałam, że jestem życiową kaleką, ale nie wiedziałam, że aż taką. Teraz już nawet wiedziałam, że mogę zabić się o własne nogi. Zaczęłam przeklinać pod nosem jak nigdy. To było do mnie nie podobne. Nie no, nie oszukujmy się. Bluźniłam od ósmego roku życia. Znikąd poczułam, jak pewna, silna osoba bierze mnie za rękę i pomaga mi wstać. Niepewnie otworzylam oczy. Był to Donghae. Jedynie prychnęłam coś pod nosem. Od razu postanowiłam odejść, tak bez słowa, ale on mi nie pozwolił. 
- Możemy pogadać? - rzekł. 
- Myślałam, że nie mamy o czym... - powiedziałam. 
- Dobrze wiesz, że tęsknie za tobą. Oczywiście nie w takim sensie, o jakim myślisz. Zrozumiałem moje złe postępowanie i chciałbym to naprawić. Serio, brakuje mi ciebie. Nie możemy zacząć od nowa, jako przyjaciele? - te słowa na zawsze zostaną mi w pamięci. Sposób, w jaki Donghae je wypowiedział był uroczy. Coś się we mnie przełamało. Wyciągnęłam rękę, tak na zgodę. Sama nie wiem, czemu to zrobiłam... Oczywiście, kochałam go, ale nie miałam zamiaru tego pokazywać. Po chwili poczułam, jak jego silna dłoń dotyka mojej. Uśmiechnęłam się, on zrobił to samo. Po krótszej, bezsensownej rozmowie pożegnaliśmy się. Ja uradowana pobiegłam do reszty moich koleżanek. Chciałam im opowiedzieć o zaistniałym zdarzeniu. Czułam się wtedy szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Po minucie szukania dziewczyn wreszcie je znalazłam. Wszystkie zachowywały się jakoś dziwnie, to znaczy zawsze zachowywały się dziwnie, ale to było zupełnie  nie w ich stylu... Aoi cały czas gwizdała, Lena swoim małym palcem podkręcała swoje już pofalowane włosy, Milla podgryzała sobie końcówki paznokci, a Miwako cały czas sprawiała wrażenie radosnej.
- Miw, Luhan cię przeleciał, czy co? - zapytałam z śmiechem. 
W jednej chwili jej mina zmieniła się, a na twarzy wyskoczyły rumieńce. Wolałam nie pytać, bo nikt nie wie, co Miwako i Luhan robią, jak śpią u siebie nawzajem. Walłam wielkiego facepalma.  I tak wiem, że to one... Już od tamtego momentu wiedziałam, że to tak samo nie mogło się stać. Ktoś musiał maczać w tym palce i to na pewno były one... 
- Eeh, ja już pójdę... Luhan czeka - wymyśliła na poczekaniu Ławka. Uśmiechnęłam się szyderczo, ponieważ wiedziałam, że teraz będę mogła torturować dziewczyny, dopóki nie powiedzą mi całej prawdy, którą już i tak znałam. One o tym najprawdopodobniej nie wiedziały. Najpierw rzuciłam się na Millę. Jej słabym punktem były łaskotki, więc to wykorzystałam. W pewnym momencie, dziewczyna już płakała ze śmiechu, jednak nadal nie chciała nic mówić. Nagle i ja zaczęłam się śmiać ze śmiechu Milli. Ona miała taki zaraźliwy śmiech... Nagle do naszego pomieszczenia, gdzie zawszę się spotykamy wszedł pan dyrektor. Od razu wiedziałam, że będą z tego kłopoty. Momentalnie mój uśmiech na twarzy znikł. Tak samo było z resztą dziewczyn. Nikt nie wiedział, jakie zamiary ma ten człowiek...

aaaa! zniszczcie mnie!  rozdział pisany, no... bo pisany. pewnie są jakieś błędy no i za szybka akcja... JA TO WIEM ;A; mam już pomysł na następny rozdział, ale chce, żeby był długi, so~ 
A I MYŚLI BOHATERÓW SĄ ZAPISANE KURSYWĄ LOL! XD  
  

czwartek, 17 stycznia 2013

życie nie jest takie piękne jak w bajkach - rozdział pierwszy

 Deszcz... Jedna z najlepszych rzeczy która mnie dzisiaj spotkała. Byłam pełnoletnia, a jednak cały czas zachowałam się jak jakiś gówniarz. Gdy tylko zauważyłam, że pada deszcz, śnieg, cokolwiek, to jak idiotka wybiegałam z domu. Dzisiejszego dnia miałam nawet powód, by wyjść z mieszkania w taka pogodę. Szłam do mojej koleżanki, Hwanghee na noc. Dziewczyna była strasznie koleżeńska oraz uczynna. Nie potrafiła przejść tak sobie obojętnie obok człowieka, który potrzebował pomocy. Za to najbardziej ją podziwiałam. Przez deszcz, moje poniszczone od prostowania włosy zrobiły się rzadsze, niż były w rzeczywistości. Byłam już niedaleko bloku, w którym mieszkała, lecz nagle poczułam, że nic już na mnie nie kapie. Gwałtownie odwróciłam się w drugą stronę. Był to Hyesung. Był bratem bliźniakiem Hwanghee. Tak naprawdę, dopóki nikt nie poznał ich bliżej, nie było wiadomo, że są bliźniakami. Hyesung był moim bliskim przyjacielem. Czułam do niego coś więcej, niż tylko przyjaźń... on do mnie to samo, ale zawsze, gdy dochodziło do czegoś więcej, no na ten przykład do przytulania odsuwałam się. Chłopak miał dość długie jak na inne osoby w jego wieku włosy. Twarz miał okrągłą, ale to tylko dodawało mu uroku. Był strasznie wysoki. Często ludzie mówili, że byłby dobry w siatkówkę, ale nie miał smykałki do sportu. Zawsze unikał wf'u. Zawsze mówił, że chciałby być aktorem, albo piosenkarzem. Zawsze go wspierałam, że kiedyś to mu się uda. Wcale w to nie wątpiłam. Ma wielkie zdolności, o których praktycznie nikt nie wie, a szkoda. Gdyby zaczął pokazywać na uczelni, że może coś osiągnąć, w przyszłości byłyby większe szansę na to. Nagle nastolatek przerwał ciszę.
- Nawet gdy jesteś mokra wyglądasz uroczo - powiedział. 
- Śmieszne, bardzo - odpowiedziałam. 

Po krótszej rozmowie, postanowiliśmy udać się do bloku, w którym mieszkało rodzeństwo.  Jak na kilka osób, mieli strasznie duże mieszkanie. Często mieli je dla siebie, ponieważ ich rodzice często wyjeżdżali. Byli wielkimi szychami w świecie filmowym. Ich ojciec był reżyserem, a matka bywała czasem aktorką. Przez tą idiotyczną robotę, nie mieli czasu dla dzieci. Czasami nie byli w domu nawet dwa miesiące, ale bliźniaki się tym nie przejmowali. Mogli sobie robić imprezy do woli. Często było tak, że gdy ich wielkie party się rozkręcało, ich prawni opiekunowie przyjeżdżali do domu. Jednak sobie nic z tego nie robili, albo wychodzili, albo po prostu chodzili spać. Eh, to była ich rutyna. 
 Weszliśmy do domu. Rodzeństwo mieszkało w największym bloku w Seulu. Nie musiałam się rozglądać po pomieszczeniu. Byłam tu tyle razy, że nawet wiedziałam gdzie chowają klucze od domu. 
- Gdzie jest Hwanghee? - zapytałam z leciutką chrypą. 
- Musiała gdzieś wyjść. Pewnie niedługo wróci. 
Nie odpowiedziałam nic, tylko się leciutko uśmiechnęłam. W pewnym momencie myślałam, że tego nie zauważy, jednak się myliłam. Znikąd zaczęłam się trząść, najprawdopodobniej z zimna, mimo iż u nich w mieszkaniu zawsze było ciepło. Hyesung zaczął się do mnie przybliżać. Spojrzałam się na niego, jednak tego nie widział. Gwałtownie przytulił mnie, no nie tyle co przytulił... najlepiej, jak nazwę to objęciem. Chłopak wykrył, że mi się to podoba. W sumie, miał rację. Dawno nie czułam takiego ciepła. Pierwszy raz czułam się bezpieczna, zapomniałam o problemach które mnie otaczały. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Brunet uśmiechnął się do siebie. Z tego co widziałam, wcale nie czuł się speszony, wręcz przeciwnie. Z jego wyrazu twarzy można było zauważyć, że chciał przejść do czegoś więcej. Odsunęłam się od niego. 
- Hyesung, nie to, że cię nie lubię. Ja po prostu... - chciałam dokończyć, ale gwałtownie połączył moje usta z jego. Trzymał moją twarz, tak jakby bał się, że ucieknę. Nie czułam się z tym gestem źle. Od zerwania z Donghae minęło niecałe pięć miesięcy. Nie chciałam już wracać do tamtego tematu. Po prostu zapomniałam o tamtym wątku z mojego życia. Hae był już dla mnie nikim. Mógł sobie robić co chce i być z kim chcę. Dla mnie było najważniejsze w tej chwili, bym ja czuła się szczęśliwa. Pocałunek nie trwał długo ponieważ po chwili do pokoju weszła Kwanghee. Jej wyraz twarzy był nie do opisania. Wyglądała tak, jakby chciała wyrzucić mnie z tego domu, albo gorzej... nawet zabić. Bałam się, że ją stracę, więc szybko oderwałam się od jednego z bliźniaków. 
- Co się tutaj dzieję?! - wykrzyknęła z wściekłością w oczach. 


NISZCZCIE MNIE!!!! wiem, że za szybko się wszystko dzieję itp. no i wydaje się krótkie~ a co do tego, że moja postać całuje się z innym. czas teraźniejszy w opowiadaniu jest po pięciu miesiącach od zerwania, więc...

wtorek, 15 stycznia 2013

życie nie jest takie piękne jak w bajkach - zapowiedź

Zerwanie jest jedną z najbardziej bolesnych doświadczeń w naszym życiu. Traci się osobę, którą się kocha. Niekoniecznie najbardziej na świecie, ponieważ niektóre małżeństwa, a nawet pary, dobierane są pod względem rodziców. Chodzi mi najbardziej o to, że opiekunowie wybierają, z kim się spędzi resztę życia. Podobnie było ze mną, tylko w kompletnie innym kontekście. Zostałam rzucona przez pewnego chłopaka imieniem Lee Donghae. Od początku nam się nie układało. Cały czas był zazdrosny, o wszystko... O to z kim wychodzę, o to kiedy wrócę, a nawet o moje najbliższe przyjaciółki. Nie było mi smutno, ani trochę. Po tych licznych awanturach, które z nim przeżyłam całkowicie straciłam uczucia. Nie ruszał mnie już płacz osób, które były mi bliskie... Mogę powiedzieć, że zaczęłam życie od początku. Zmieniłam w moim otoczeniu praktycznie wszystko... Oprócz czterech przyjaciółek... Milena, Malwina, Julia oraz Magdalena... One były ze mną od początku, do końca, to znaczy miałam nadzieję, że zostaną do końca.