Deszcz... Jedna z najlepszych rzeczy która mnie dzisiaj spotkała. Byłam pełnoletnia, a jednak cały czas zachowałam się jak jakiś gówniarz. Gdy tylko zauważyłam, że pada deszcz, śnieg, cokolwiek, to jak idiotka wybiegałam z domu. Dzisiejszego dnia miałam nawet powód, by wyjść z mieszkania w taka pogodę. Szłam do mojej koleżanki, Hwanghee na noc. Dziewczyna była strasznie koleżeńska oraz uczynna. Nie potrafiła przejść tak sobie obojętnie obok człowieka, który potrzebował pomocy. Za to najbardziej ją podziwiałam. Przez deszcz, moje poniszczone od prostowania włosy zrobiły się rzadsze, niż były w rzeczywistości. Byłam już niedaleko bloku, w którym mieszkała, lecz nagle poczułam, że nic już na mnie nie kapie. Gwałtownie odwróciłam się w drugą stronę. Był to Hyesung. Był bratem bliźniakiem Hwanghee. Tak naprawdę, dopóki nikt nie poznał ich bliżej, nie było wiadomo, że są bliźniakami. Hyesung był moim bliskim przyjacielem. Czułam do niego coś więcej, niż tylko przyjaźń... on do mnie to samo, ale zawsze, gdy dochodziło do czegoś więcej, no na ten przykład do przytulania odsuwałam się. Chłopak miał dość długie jak na inne osoby w jego wieku włosy. Twarz miał okrągłą, ale to tylko dodawało mu uroku. Był strasznie wysoki. Często ludzie mówili, że byłby dobry w siatkówkę, ale nie miał smykałki do sportu. Zawsze unikał wf'u. Zawsze mówił, że chciałby być aktorem, albo piosenkarzem. Zawsze go wspierałam, że kiedyś to mu się uda. Wcale w to nie wątpiłam. Ma wielkie zdolności, o których praktycznie nikt nie wie, a szkoda. Gdyby zaczął pokazywać na uczelni, że może coś osiągnąć, w przyszłości byłyby większe szansę na to. Nagle nastolatek przerwał ciszę.
- Nawet gdy jesteś mokra wyglądasz uroczo - powiedział.
- Śmieszne, bardzo - odpowiedziałam.
Po krótszej rozmowie, postanowiliśmy udać się do bloku, w którym mieszkało rodzeństwo. Jak na kilka osób, mieli strasznie duże mieszkanie. Często mieli je dla siebie, ponieważ ich rodzice często wyjeżdżali. Byli wielkimi szychami w świecie filmowym. Ich ojciec był reżyserem, a matka bywała czasem aktorką. Przez tą idiotyczną robotę, nie mieli czasu dla dzieci. Czasami nie byli w domu nawet dwa miesiące, ale bliźniaki się tym nie przejmowali. Mogli sobie robić imprezy do woli. Często było tak, że gdy ich wielkie party się rozkręcało, ich prawni opiekunowie przyjeżdżali do domu. Jednak sobie nic z tego nie robili, albo wychodzili, albo po prostu chodzili spać. Eh, to była ich rutyna.
Weszliśmy do domu. Rodzeństwo mieszkało w największym bloku w Seulu. Nie musiałam się rozglądać po pomieszczeniu. Byłam tu tyle razy, że nawet wiedziałam gdzie chowają klucze od domu.
- Gdzie jest Hwanghee? - zapytałam z leciutką chrypą.
- Musiała gdzieś wyjść. Pewnie niedługo wróci.
Nie odpowiedziałam nic, tylko się leciutko uśmiechnęłam. W pewnym momencie myślałam, że tego nie zauważy, jednak się myliłam. Znikąd zaczęłam się trząść, najprawdopodobniej z zimna, mimo iż u nich w mieszkaniu zawsze było ciepło. Hyesung zaczął się do mnie przybliżać. Spojrzałam się na niego, jednak tego nie widział. Gwałtownie przytulił mnie, no nie tyle co przytulił... najlepiej, jak nazwę to objęciem. Chłopak wykrył, że mi się to podoba. W sumie, miał rację. Dawno nie czułam takiego ciepła. Pierwszy raz czułam się bezpieczna, zapomniałam o problemach które mnie otaczały. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Brunet uśmiechnął się do siebie. Z tego co widziałam, wcale nie czuł się speszony, wręcz przeciwnie. Z jego wyrazu twarzy można było zauważyć, że chciał przejść do czegoś więcej. Odsunęłam się od niego.
- Hyesung, nie to, że cię nie lubię. Ja po prostu... - chciałam dokończyć, ale gwałtownie połączył moje usta z jego. Trzymał moją twarz, tak jakby bał się, że ucieknę. Nie czułam się z tym gestem źle. Od zerwania z Donghae minęło niecałe pięć miesięcy. Nie chciałam już wracać do tamtego tematu. Po prostu zapomniałam o tamtym wątku z mojego życia. Hae był już dla mnie nikim. Mógł sobie robić co chce i być z kim chcę. Dla mnie było najważniejsze w tej chwili, bym ja czuła się szczęśliwa. Pocałunek nie trwał długo ponieważ po chwili do pokoju weszła Kwanghee. Jej wyraz twarzy był nie do opisania. Wyglądała tak, jakby chciała wyrzucić mnie z tego domu, albo gorzej... nawet zabić. Bałam się, że ją stracę, więc szybko oderwałam się od jednego z bliźniaków.
- Co się tutaj dzieję?! - wykrzyknęła z wściekłością w oczach.
NISZCZCIE MNIE!!!! wiem, że za szybko się wszystko dzieję itp. no i wydaje się krótkie~ a co do tego, że moja postać całuje się z innym. czas teraźniejszy w opowiadaniu jest po pięciu miesiącach od zerwania, więc...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz